sobota, 28 września 2013

8. gwiaździste niebo i my, tak mógłbym całą wieczność, koncerty, imprezy i ty, możesz mi wierzyć.


Pyskata.

Nie potrafił zrozumieć samego siebie. Nie wiedział, dlaczego latał za nią jak pies widzący swojego oddalającego się właściciela z pełną miską żarcia. Nie wiedział, dlaczego dał się podkusić kolegom, którym się nie udało. Nie wiedział, po jaką cholerę marnować czas na przekraczającą barierę pełnoletniości gówniarę. Wiedział za to coś zgoła innego. Wiedział, że pomimo normalnej sylwetki, normalnych oczu i normalnej twarzy nie była normalna. Wiedział, że zmieniała facetów jak rękawiczki, o ile ich w ogóle do siebie dopuszczała. Ale i wiedział, że chce spróbować, chce udowodnić samemu sobie, że może zdobyć każdą. Może nie jakąś supersukę z charakteru, uśmiechającą się w złowieszczy sposób na widok czyjegoś nieszczęścia. Nie. Nie chciał poderwać szmaty w ludzkim ciele. Chciał poderwać chyba najbardziej pyskatą dziewczynę, jaką ten świat widział. A może jaką on widział, bo świat był już porównaniem zbyt wygórowanym?

Pamiętał, jak oboje w tym samym czasie znaleźli się w sklepie elektronicznym. Pamiętał, jak oboje rzucili się na najnowszą, a zarazem ostatnią na sklepowej półce, grę komputerową. Pamiętał, jak żarli się przez pięć minut, nie chcąc odpuścić możliwości pożytecznego w ich mniemaniu spędzania wieczorów i każdych wolnych chwil. Pamiętał, że jej argumenty biły jego prywatne refleksje na głowę. Pamiętał, że bluzgała jak szalona, prawie wyrzynając mu długimi paznokciami na skórze dłoni niezidentyfikowany wzorek. Pamiętał, że wywiesił białą flagę, pod warunkiem, że pójdzie z nim na chociażby najlepsze lody truskawkowe w okolicy. I pamiętał, że był pierwszym spotkanym przez nią facetem, któremu tak szybko uległa.

Nic się jej nie podobało. Krzesło zbyt niewygodne, stół za brudny, ludzie za dziwni, lody za ciepłe. Nie szczędziła uwag. Nikomu. Kelnerce wytknęła ślamazarne ruchy, zbyt długo gapiącemu się na nią mężczyźnie pedofilię, nawet jego zbluzgała za nieestetyczne pochłanianie mrożonego produktu. A on z każdą minutą cofał się do przeszłości, do momentu, kiedy wypominał sobie, że nie warto tracić i czasu, i nerwów.

- Za kogo ty się uważasz, dziewczynko?
- A ty, chłopczyku? Za donżuana, który może mieć każdą?
- Nie zagalopowałaś się za bardzo?
- Tak jak ty przy zapraszaniu mnie na te kurewskie lody?
- Trzeba było walczyć o tę grę.
- Trzeba było zerżnąć mnie na sklepowej podłodze.
- Jakbyś tego chciała.
- Jakbyś to potrafił zrobić najlepiej ze wszystkich.

Potrafił. I zrobił, chyba najlepiej ze wszystkich jej dotychczasowych kochasiów. Zrobił przy jej złośliwych tekstach o jego wielkości, przy marudzeniu, że śmierdzi moczem, kafelki odpadają, a ktoś był tak pojebany, aby rzucić zużytym i zabrudzonym papierem o drzwi kabiny. Wziął ją na własnych warunkach, nie bacząc na jej ciągłe uwagi. Dał obojgu z nich choć trochę adrenaliny, aby po wszystkim wciągnąć z powrotem na siebie spodnie i wyjść, tak jak wychodziła od niego połowa bliżej zapoznanych kobiet.

Bo na złośliwości w temacie seksu pyskatej nie mógł pozwolić. 

~*~
tak jak ostatnio był pomysł, tak teraz dotyczył nawet nie połowy części. 
wybaczcie, większość to improwizacja. 
ale przynajmniej Łukasz pokazał, kto ma prawdziwe jaja. 

wiecie co? dzięki, że nadal ktoś tu ze mną jest, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. :)